(...)

Wracałem z Lascaux tą samą drogą, jaką przybyłem. Mimo że spojrzałem,
jak to się mówi, w przepaść historii, nie miałem wcale uczucia, że wracam z
innego świata. Nigdy jeszcze nie utwierdziłem się mocniej w kojącej
pewności: jestem obywatelem Ziemi, dziedzicem nie tylko Greków i
Rzymian, ale prawie nieskończoności.

To jest właśnie ludzka duma i wyzwanie rzucone obszarom nieba,
przestrzeni i czasu. "Biedne ciała, które mijacie bez śladu, niech ludzkość
będzie dla was nicością; słabe ręce wydobywają z ziemi noszącej ślady
oriniackiej półbestii i ślady zagłady królestw - obrazy, które budząc
obojętność czy zrozumienie, jednako świadczą o waszej godności. Żadna
wielkość nie da się oddzielić od tego, co ją podtrzymuje. Reszta to uległe
stwory i bezrozumne owady".

Droga była otwarta ku świątyniom greckim i gotyckim witrażom. Szedłem
ku nim czując w dłoni ciepły dotyk malarza z Lascaux.


Nasz strach
nie nosi nocnej koszuli
nie ma oczu sowy
nie podnosi wieka
nie gasi świecy

nie ma także twarzy umarłego

nasz strach
to znaleziona w kieszeni
kartka
"ostrzec Wójcika
locum na Długiej spalone"

nasz strach
nie polatuje na skrzydłach wichury
nie siada na wieży kościelnej
jest przyziemny

ma kształt pośpiesznie związanego tobołu
z ciepłą odzieżą
suchym prowiantem
i bronią

nasz strach
nie ma twarzy umarłego
umarli są dla nas łagodni

niesiemy ich na plecach
śpimy pod jednym kocem
zamykamy oczy
poprawiamy usta
wybieramy suche miejsca
i zakopujemy

nie za głęboko
nie za płytko