Mój ojciec bardzo lubił France'a
i palił Przedni Macedoński
w niebieskich chmurach aromatu
smakował uśmiech w wargach wąskich
i wtedy w tych odległych czasach
gdy pochylony siedział z książką
mówiłem: ojciec jest Sindbadem
i jest mu z nami czasem gorzko
przeto odjeżdżał Na dywanie
na czterech wiatrach Po atlasach
biegliśmy za nim zatroskani
a on się gubił W końcu wracał
zdejmował zapach kładł pantofle
znów chrobot kluczy po kieszeniach
i dni jak krople ciężkie krople
i czas przemija lecz nie zmienia
na święta raz firanki zdjęto
przez szybę wyszedł i nie wrócił
nie wiem czy oczy przymknął z żalu
czy głowy ku nam nie odwrócił
raz w zagranicznych ilustracjach
widziałem jego fotografię
gubernatorem jest na wyspie
gdzie palmy są i liberalizm
Nie wiadomo czy z miesa czy z pierza
ku czemu to wszytko zmierza
Mitteleuropa
niby swieci i gasnie
zupelnie jakby z basni
Ezopa
Znalazl sie cesarz oto
niejaki Habsburg Otto
calkiem porzadny czlowiek
sa jeszcze w zapasie Bourboni
lecz serio mowiac oni
nie calkiem ten-tego
Wiec ludzi gniewa lub cieszy
ta igraszka dla rzeszy
nagle wyjscie w potrzebie
pojawia sie nad widnokregiem
sunie niebieskim kregiem
jakby ksiezyc po niebie
Niech jeszcze troche poswieci
kolorowa zabawka dzieci
sen nostalgiczny staruszkow
lecz mowiac calkiem szczerze
ja w to wszystko nie wierze
(i zwierzam wam sie na uszko)
(...)
Wracałem z Lascaux tą samą drogą, jaką przybyłem. Mimo że spojrzałem,
jak to się mówi, w przepaść historii, nie miałem wcale uczucia, że wracam z
innego świata. Nigdy jeszcze nie utwierdziłem się mocniej w kojącej
pewności: jestem obywatelem Ziemi, dziedzicem nie tylko Greków i
Rzymian, ale prawie nieskończoności.
To jest właśnie ludzka duma i wyzwanie rzucone obszarom nieba,
przestrzeni i czasu. "Biedne ciała, które mijacie bez śladu, niech ludzkość
będzie dla was nicością; słabe ręce wydobywają z ziemi noszącej ślady
oriniackiej półbestii i ślady zagłady królestw - obrazy, które budząc
obojętność czy zrozumienie, jednako świadczą o waszej godności. Żadna
wielkość nie da się oddzielić od tego, co ją podtrzymuje. Reszta to uległe
stwory i bezrozumne owady".
Droga była otwarta ku świątyniom greckim i gotyckim witrażom. Szedłem
ku nim czując w dłoni ciepły dotyk malarza z Lascaux.