Znów deszcz ze śniegiem - co on tka
na wielkich krosnach wczesnej zimy
sznur chłopskich wozów w skrzyniach z sosny
poległych w lasu głąb zwozimy
miech im całunem będzie mgła
a światem szronu ostre iskry
i pamięć nasza przy nich trwa
i płoną mroki wiekuiste
znów deszcz ze śniegiem ciemny wiatr
bezkresnych równin suchych ostów
napełnia świat powiększa świat
ten wiatr od gwiazd i od lodowców
Upadł z jej kolan jak kłębek włóczki. Rozwijał się w pośpiechu i uciekał na
oślep. Trzymała początek życia. Owijała na palec serdeczny jak
pierścionek, chciała uchronić. Toczył się po ostrych pochyłościach, czasem
piął się pod górę. Przychodził splątany i milczał. Nigdy już nie powróci na
słodki tron jej kolan.
Wyciągnięte ręce świeci w ciemności jak stare miasto.
W dzień są owoce i morze, w nocy gwiazdy i morze. Ulica di Fiori
to stołek wesołych kolorów. Południe. Słonce wali białą laską
w zielone żaluzje. W laurowym gaju osły śpiewają pochwalą cienia.
Oto pora, w której postanowiłem wyznać miłość. Morze milczy,
a miasteczko jest wypukłe jak piersi malej sprzedawczyni fig.