Za słaby aby mówić
rozchylam tylko wargi
odbijam je
na szybie powietrza
wokoło spokój
a my idąc pochylamy głowy
jakby pod wielki wiatr
płowieją długie aleje
już ludzie nas nie widzą
To z tęsknoty to z wyrzeczenia
coraz bliżsi i bliżsi
chwili co zmieni nas
w tchnienie
Stoimy pod murem. Zdjęto nam młodość jak koszulę skazańcom.
Czekamy. Zanim tłusta kula usiądzie na karku, mija dziesięć,
dwadzieścia lat. Mur jest wysoki i mocny. Za murem jest drzewo
i gwiazda. Drzewo podwędza mur korzeniami. Gwiazda nagryza
kamień jak mysz. Za sto, dwieście lat będzie już małe okienko.
A potem ustawiono wszelki stół i odbyła się wspaniała weselna
uczta. Księżniczka była tego dnia jeszcze piękniejsza niż zwykle.
Grała muzyka. Dziewczęta śliczne jak księżyce tańczyły na dole.
No dobrze, ale co było przedtem? Ach, nie myślmy nawet o tym.
Czarna wróżka bije o okna jak ćma. Czterdziestu rozbójników
pogubiło w ucieczce długie noże i brody, a smok zamieniony
w chrabąszcza śpi spokojnie na liściu migdału.